Pacjent
- Warto wiedzieć
- Coś na ząb
- Wybielanie zębów
- Choroby i leczenie
- Estetyka
- Higiena
- Ciekawostki ...
- Dowiedz się jak...
- Forum
- Baza gabinetów
- Pytania do ekspertów
- Subskrypcja
- Ogłoszenia - Pacjent
- Partnerzy portalu
- Tagi
- Bruksizm
- Ciąża a zęby
- Dental TV
- Kamień nazębny
- Korony
- Leczenie kanałowe
- Licówki
- Mosty
- Strach przed dentystą
- Vademecum Pacjenta
- Zęby mądrości
- Znieczulenia

- 09-03-2016
„Asystentami dentysty byli głośni muzykanci, zaś pacjenta przed ekstrakcją zęba niekiedy ogłuszano ciosem młotka w głowę. Pomyśleć, że dziś boimy się zwykłego borowania!” – tak „Super Express” w wydaniu z dnia 3.03.2016 r. wprowadza a temat dawnych sposobów na leczenie zębów. Z artykułu dowiadujemy się, że Etruskowie lubowali się w złotych zębach, a średniowieczną metodą pielęgnacji uzębienia był wywar z żaby i moczu. Dentystą mógł być każdy: kat, jarmarczny grajek, kuglarz (rozsądniejsi korzystali z usług cyrulika zwanego też balwierzem). Wystarczyło tylko umieć wyrwać ząb – bo borowanie było jeszcze w wiekach średnich w powijakach. Wprawdzie przyrząd, który można byłoby przyrównać do wiertła dentystycznego, po raz pierwszy zastosowany został przez starożytnych, to musiało minąć ponad 2 tysiące lat, aby ludzkość doczekała się turbin szybkoobrotowych.
Ogłuszanie młotkiem było stosowane często przez marynarzy. Zwykli śmiertelnicy mogli w celu znieczulenia raczyć się wódką czy stosować zioła. Inne metody znieczulenia nie były znane. Wyraźny postęp w tej dziedzinie nastąpił dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Rozwój stomatologii bez bólu był motorem napędowym współczesnej anestezjologii.
Obecnie prawo zabrania reklamowania usług dentystycznych. Takiego zakazu nie było jednak w średniowieczu, z czego ochoczo korzystano. Osoba, która zachwalała swoje umiejętności w zakresie leczenia zębów, współpracowała ze statystą. Oboje udawali, że „medyk” wyrywa ząb bez bólu. Jeśli ktoś dał się przekonać takiej reklamie i zechciał skorzystać z usług rzekomego specjalisty, ów wynajmował muzykantów, a ci grali najgłośniej, jak mogli, aby zagłuszyć krzyki i jęki pacjenta, które mogłyby odstraszyć innych naiwnie wierzących w średniowieczną stomatologię bez bólu.
Gdyby podczas oczekiwania na zabieg stomatologiczny przez głowę zaczęła przemykać myśl o tym, że wizyta u dentysty jest gorsza niż tortury, pomyślmy, w jak komfortowych warunkach leczymy zęby obecnie. To wystarczy, aby wejść do gabinetu z poczuciem ulgi, że nie żyjemy, na szczęście, w średniowieczu.
Źródło: „Super Express”